W SAMOTNOŚCI POLA BAWEŁNY („Samotność pól bawełnianych”)

proszę mi to powiedzieć tak, jak się mówi do drzewa, 
lub twarzą do więziennej ściany, 
lub w samotności pola bawełny, 
w którym przechadzamy się nago pośród nocy

Według Pavisa ‘samotność pól bawełnianych’ to miejsce upragnione. Miejsce (ale i stan ducha), w którym doświadczyć można kojącej samotności, odwrotności dealu.  Jest samotność, która nas boli, powoduje cierpienie, a nawet pcha do zbrodni. Ale istnieje też gdzieś tam, w lepszym świecie, samotność która jest spokojem.

Pojedyncze zetknięcie z tym dramatem, na pewno nie wystarczy do jego – może nawet nie zrozumienia – co ogarnięcia w całości. A to dlatego, że jest to w dużej mierze sztuka o języku. I najlepiej mówi o tym sam autor:

Gdy dystans między dwoma osobami jest tak ogromny, co pozostaje? Dyplomacja, czyli język. Albo będą rozmawiać, albo się zabiją. Więc rozmawiają, ale to, że wzajem zagadują, nie oznacza wcale, że choć na krok się do siebie zbliżają.

– Bernard-Marie Koltès, „Le Monde” 12 stycznia 1987 –

Koltès zaczyna od zdefiniowania ‘dealu’, więc od razu pojawia się dość istotne dla tego tekstu słowo: transakcja. Klient i Dealer będą intensywnie się targować, w zasadzie nie wiadomo o co, dla samego targu. Przy okazji poprowadzą nas przez istotę relacji międzyludzkich. Najboleśniejszą z istot.

Oto spotyka się przypadkowo dwóch mężczyzn. Nawiązują rozmowę, a raczej wymianą monologów. I skoro już spotkali się o w godzinie „barbarzyńskich stosunków między ludźmi i zwierzętami” to siłą rzeczy musi zaistnieć między nimi jakaś relacja. Klient nie jest zadowolony. Niby nie chce rozmawiać, ale jednak wciąż trwa w tej dziwnej konwersacji. Nie chce przyznać się do jakiegokolwiek zainteresowania drugim mężczyzną. Dealer jednak się nie poddaje. Chce mu coś ‘sprzedać’. Chce dokonać transakcji. Jest przekonany, że może spełnić absolutnie każde pragnienie Klienta.

To przypadkowe spotkanie dwóch mężczyzn okazuje się niezwykle kłopotliwe. Coś musi się w końcu wydarzyć. Z tego spotkania i wymiany spojrzeń „wypłynęła możliwość zadania ciosu”.

KLIENT: Gdybym potrzebował uczucia, powiedziałbym panu, zapytał o cenę i uiścił. Lecz uczucia wymienia się tylko na podobny im towar. (…) Nie ma pan nic do zaproponowania, dlatego rzuca pan na ladę uczucia.

Panowie się nie dogadują. Klient chce odejść, ale okazuje się, że transakcja się dokonała. Jak to możliwe? Skoro nikt nic nie zyskał i nikt niczego nie stracił?  Spotykamy kogoś, spędzamy razem trochę czasu, próbujemy się ‘zbliżyć’. Ostatecznie nic z tego nie wychodzi, chociaż długo o tym rozmawialiśmy. Od punktu do punktu, od mniejszego do większego zapętlenia, okazuje się, że nic z tego. Ale już za późno. Ten, który chciał coś z siebie dać, temu który nie chciał wziąć, wystawił już rachunek. Za co? Za nadzieję. Nadzieję sprzedaży, oczywiście.

 

BERNARD-MARIE KOLTÈS, SAMOTNOŚĆ PÓL BAWEŁNIANYCH, (DANS LA SOLITUDE DES CHAMPS DE COTON), 1985

 

BIBLIOGRAFIA

  1. Bernard-Marie Koltes, Samotność pól bawełnianych, przełożył Marian Mahor, „Dialog” 5/1995.
  2. Patrice Pavis, Samotność pól bawełnianych Bernard-Marie Koltesa albo świat dealu, tł. Mateusz Borowski, „Didaskalia”, czerwiec-sierpień 2004.

Photo by Trisha Downing on Unsplash

 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.