SHOPPING, EATING, FUCKING…DOING NOTHING („Shopping and fucking”)

 „Shopping and fucking” wystawione w 1996 roku, to tekst uważany za przełomowy. Ravenhill wydeptał nim ścieżkę, którą pewnym krokiem wkroczyli pozostali brutaliści. Choć tekst jest już legendarny, nie jest to dramat, którego fragmenty chcielibyśmy sobie wytatuować w jakimś widocznym miejscu.  Jak przyznaje sam autor to bardzo konwencjonalna sztuka z linearną fabułą, ujawniającą się w dialogach pomiędzy postaciami.

Chociaż to najbardziej znany tekst Ravenhilla, w Polsce wystawiony był jedynie dwa razy.  Swoją premierę miał w 1999 roku w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Reżyserem i jednym z tłumaczy tekstu był Paweł Łysak. Przy przekładzie pracował z Pawłem Wodzińskim. Obsada prezentowała się bardzo atrakcyjnie: Maria Seweryn, Tomasz Tyndyk, Robert Więckiewicz, Rafał Mohr, Arkadiusz Jakubik. Spektakl wywołał polityczny skandal. Radni jednej z partii zażądali zdjęcia sztuki z afisza, gdyż ich zdaniem coś tak wulgarnego nie powinno być wystawiane w teatrze finansowanym przez państwo.

ALL THAT SEX

I tak po 13 latach „Shopping and fucking” powróciło na deski polskiego teatru, konkretnie Teatru Studyjnego w Łodzi. Reżyserii podjął się Grzegorz Wiśniewski. W obsadzie znaleźli się studenci łódzkiej Szkoły Filmowej: Paulina Gałązka (Lulu), Piotr Bondyra (Gary), Konrad Korkosiński (Brian), Antoni Milancej (Robbie) i Marcel Sabat (Mark).

Muszę przyznać, że z zaniepokojeniem czytałam recenzje tej inscenizacji. Wszyscy są zgodni w kwestii doskonałego aktorstwa. Ciężko się z tym nie zgodzić. Większość jednak skupiła się na tym, że ta sztuka już nie szokuje (a przecież powinna?!), zapominając o tym, co w niej jest tak naprawdę istotne. Poza tym wbrew pozorom, nadal jest wiele osób, które taki spektakl oburzy. Nie ze względu na podejmowane tematy czy wulgarny język, bo do tego wszyscy są już przyzwyczajeni. Chodzi o to, że pewnych rzeczy ludzie się po prostu nie spodziewają w teatrze.  Ważne jest to o tyle, że jak już ktoś wpadł w popłoch po tym, jak bohater zdjął spodnie, skutecznie zapominał, że w tym spektaklu chodzi o coś więcej niż gejowski seks. I tutaj musi nastąpić dygresja.

Ja wiem, że obejrzenie zwiastuna spektaklu albo przeczytanie adnotacji, że jest on przeznaczony dla widzów dorosłych, to duży wysiłek i nie każdy się go podejmie. Ale chyba plakat chcąc nie chcąc widzi każdy. Jeżeli idziecie do teatru na coś, co ma w tytule „fucking”, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że w spektaklu pojawi się jakieś „pieprzenie” tudzież „jebanie” (w zależności od tłumaczenia). Idąc dalej, jeżeli na plakacie widzicie trzech rozebranych młodzieńców i jedną roznegliżowaną niewiastę, to nie da się ukryć, istnieje szansa, że na scenie pojawi się nagość. Kiedy przypadkiem połączycie nagość ze słowem „fucking” – w Waszej głowie powinien pojawić się seks. Zważywszy na to, że na plakacie pani jest jedna, całkiem możliwe, że to będzie seks tylko przy udziale panów. Reasumując, wystarczyło skupić się chwilę na plakacie, żeby wiedzieć, czego można się spodziewać. Mimo tak oczywistych sygnałów, wiele osób absolutnie nie spodziewało się scen seksualnych zbliżeń, zwłaszcza (o zgrozo!) dotyczących przedstawicieli tej samej płci.

I’M SICK AND I’M NEVER GOING TO BE WELL

„Shopping and fucking” to policzek wymierzony społeczeństwu nastawionemu wyłącznie na konsumpcjonizm. Społeczeństwu, które upodobanie znajduje w pustych rozrywkach, nic nie znaczących znajomościach, zakupach i telewizji. Taką samą postawę prezentował będzie Hipolit w „Miłości Fedry” Sarah Kane.

Żeby żyć trzeba jeść, a żeby jeść trzeba pracować. Wie to Lulu, która z determinacją szuka pracy. Ciekawą postacią jest Brian – jej potencjalny pracodawca, rzewnie wspominający sceny z „Króla Lwa”. Dla niej i dla Robbiego stanie się on surowym rodzicem przygotowującym swoje pociechy do życia w świecie, w którym rządzi pieniądz. Skoro nie wywiązali się ze swoich obowiązków – zamiast sprzedać, rozdali narkotyki – zmusi ich do tego by odpracowali swój dług. Zdeterminowana para, pod groźbą śmierci, wywiąże się z zobowiązań bardzo szybko, okaże się jednak, że zupełnie niepotrzebnie. Brian nie weźmie pieniędzy. To była tylko lekcja.

Transakcja gwarantuje brak emocjonalnego zaangażowania, a brak zaangażowania gwarantuje spokój. W obawie przed przywiązaniem, Mark będzie płacił za seks: Because I thought if I pay then it won’t mean anything. To nic osobistego, to tylko transakcja. Natury jednak nie da się pokonać i ostatecznie okaże się, że Mark nie może pozostać obojętny w stosunku do Gary’ego. Ten natomiast okazuje swoją sympatię jedynie za pośrednictwem drogich prezentów. Nie zakocha się, bo nie wie jak. Pragnie dominacji. Wychowany w przemocy tylko za jej pośrednictwem doświadcza przyjemności. Przynajmniej tak mu się wydaje.

I OWN HIM, BUT I HATE HIM

Klamrę kompozycyjną sztuki stanowi opowieść o tym, co wydarzyło się na zakupach. Po raz pierwszy Mark zobaczył Lulu i Robbiego w markecie. Podszedł do niego gruby facet i zaproponował transakcję.

Well, says fat Guy, they’re both mine. I own them. I own them but I don’t want them–because you know something? – they’re trash. Trash and I hate them. Wanna buy them?

I Mark kupił ich za 20 funtów. Zabrał do domu i nastały dni spokoju i szczęścia. Na koniec tekstu pojawia się podobna historia. Jest to wizja przyszłości. Ziemia uległa zniszczeniu, ale ludzkość przetrwała. Mark znowu jest w markecie. Przygląda się mutantowi – opalonemu blondynowi z pokaźnym przyrodzeniem (his dick is three-foot long). Wtedy ktoś do niego podchodzi i znowu składa propozycję: Well, he’s mine and I own him. I own him but I hate him. If I don’t sell him today I’m gonna kill him. Mark dokonuje transakcji. Zabiera mutanta do domu i proponuje mu wolność – I’m setting you free. You can go now. Wtedy mutant zaczyna płakać.

Please. I’ll die. I don’t know how to… I can’t feed myself. I’ve been a slave All my life. I’ve never had a thought of my own. I’ll be dead in a week.

And I say: THAT’S A RISK I’M PREPARED TO TAKE.

P.S Imiona bohaterów inspirowane były imionami członków zespołu Take That – Mark, Robbie, Gary – oraz wokalistki Lulu, która nagrała z nimi utwór „Relight my fire”. Natomiast tytuł sztuki wziął się z serii bestsellerowych powieści o zabarwieniu erotyczno-konsumpcyjnym, które jako shopping & fucking novels opanowały brytyjski rynek w latach osiemdziesiątych.

MARK RAVENHILL, SHOPPING AND FUCKING, 1996

Bibliografia:

  1. A. Herbut, Odpowiedni poziom pretensjonalności. Rozmowa z Markiem Ravenhillem, http://www.dwutygodnik.com/artykul/4020-odpowiedni-poziom-pretensjonalnosci.html
  2. M. Ravenhill, „Shopping and fucking” – jeżeli uda się dotrzeć to przekład Łysaka i Wodzińskiego wydało Towarzystwo Teatralne, Świat literacki, Warszawa 1999.
  3. Spektakl „Shopping and fucking” w reż. Grzegorza Wiśniewskiego, Teatr

 

Photo by Toa Heftiba on Unsplash

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.