DRAMAT NA DUŻYM EKRANIE cz.3: NA KRAWĘDZI

W trzeciej odsłonie dramatycznych propozycji filmowych, chciałabym Wam przedstawić bohaterów, którzy znaleźli się w skrajnych sytuacjach. Na granicy życia i śmierci. U progu szaleństwa.

Elizabeth Taylor, Dustin Hoffman, Tommy Lee Jones, Samuel L. Jackson i wiele innych gwiazd światowego formatu, wprowadzi Was w wielkim stylu w klasykę współczesnej dramaturgii. Polecam zwłaszcza pierwsze trzy miejsca – takich dzieł się nie zapomina. Nigdy.

1. Kto się boi Virginii Woolf? (Who’s Afraid of Virginia Woolf?), EDWARD ALBEE, reż. Mike Nichols, 1966.

Za pominięcie tego filmu w poprzednich zestawieniach, powinnam klęczeć na grochu przez tydzień. To jedyna produkcja w historii kina, która otrzymała nominacje do Oskara we wszystkich możliwych kategoriach. Elizabeth Taylor przechodzi tutaj samą siebie. Poza tym dramat jest tak doskonale napisany, że nie będziecie mogli oderwać oczu/uszu/wszystkiego przez bite dwie godziny. Gwarantuję!

Zaczyna się dość banalnie. Do głośnej, wulgarnej Marthy (Elizabeth Taylor) i spokojnego George’a (Richard Burton) przychodzą (celem bliższego zapoznania się) szara myszka Honey (Sandy Dennis) i przystojniak Nick (George Segal). Przyjacielskie spotkanie zacznie mieć mało przyjacielski przebieg. Bohaterowie zagrają wspólnie w kilka gier: upokorzyć gospodarza, przelecieć gospodarza, dopaść gości i… wychowajmy dziecko.

Jest mnóstwo interpretacji tego utworu, których nie będę Wam przedstawiać, natomiast wspomnę o tytule. Nawiązuje on do dziecięcej piosenki „Who’s afraid of the big bad wolf” i jest rodzajem intelektualnego żartu*. Nie mieszajmy w to biografii Virginii.

2. Amadeusz (Amadeus), PETER SHAFFER, reż. Milos Forman, 1984.

Uznany kompozytor Antonio Salieri (F. Murray Abraham), zbliżający się już do kresu ziemskiej egzystencji, opowiada historię swojego życia. Czuje się winny śmierci największego muzycznego geniusza jakiego dane mu było poznać –  Mozarta (Tom Hucle). Zawsze był zazdrosny o jego talent i robił wszystko żeby uprzykrzyć mu życie. I o tym mniej więcej jest ten film. Będzie kilka mocnych postaci, odrobina szaleństwa i dużo dużo muzyki.

Nie zapominajcie tylko, że dramat Shaffera nie jest w pełni wierny biografii Mozarta. Wspominam o tym, żeby zakończenie (pogrzeb kompozytora) Was nie załamało.

3. Śmierć Komiwojażera (Death of Salesman), ARTHUR MILLER, reż. Volker Schlöndorff, 1985.

Podium zamyka najbardziej przygnębiająca z moich dzisiejszych propozycji. Jeżeli dobija Was fakt, że codziennie musicie iść do pracy głównie po to, żeby spłacić trzydziestoletni kredyt, to nie oglądajcie Śmierci Komiwojażera. Willy Loman (Dustin Hoffman) właśnie dotarł do kresu tego problemu. Spłacił kredyt, wreszcie może być wolny. W tym wydawać by się mogło szczęśliwym momencie, uświadamia sobie, że w tym domu, który tak usilnie spłacał, nikt nie będzie mieszkał. Jego synowie to nieudacznicy. Na domiar złego zwalniają go z pracy, nie bacząc na to, że poświęcił jej cały swoje życie. System wartości Williego rozsypał się jak domek z kart. Ostatecznie okazało się, że jest więcej wart martwy niż żywy.

4. Pechowy poker (Edmond), DAVID MAMET, reż. Stuart Gordon, 2005.

W roli tytułowej William H. Macy (legendarny Frank z serialu „Shamless”), który wciela się w przeciętnego, niczym nie wyróżniającego się obywatela. Pracownika korporacji, który pewnego dnia słyszy niepokojącą wróżbę: „nie jesteś na swoim miejscu”. Edmond interpretuje ją bardzo dosłownie. Odchodzi od żony i rusza w miasto w poszukiwaniu wrażeń. A właściwie prostytutek. Przy okazji doświadcza wielu nieznanych dotąd emocji, którego ostatecznie zaprowadzą go w miejsce, z którego nie będzie już ucieczki.

5. Sunset Limited, CORMAC MCCARTHY, reż. Tommy Lee Jones, 2011.

Biały (Tommy Lee Jones) chciał rzucić się pod pociąg „Sunsed limited”, w ostatniej chwili uratował go Czarny (Samuel L. Jackson), zabrał do swojego mieszkania i postanowił przekonać, że nie warto odbierać sobie życia. Swoisty pojedynek na dwie zupełnie różne życiowe filozofie potrwa 90 minut. Czarny, były więzień, który doznał nawrócenia po poważnej bójce, będzie namawiał do poszanowania życie w imię boże. Biały będzie wytrwale odrzucał jego idee, uważając, że zarówno ludzkość jak i kultura chylą się ku upadkowi i trzeba być niespełna rozumu, żeby się nie zabijać.

 

Photo by Karen Zhao on Unsplash.

 

 *Byłem tam na piwie i gdy poszedłem do toalety, zobaczyłem napis wykonany mydłem na lustrze ‚Kto się boi Virginii Woolf?’. Kiedy zacząłem pisać moją sztukę, te słowa kilkakrotnie mi się przypominały. I oczywiście to pytanie oznacza tak naprawdę pytanie o to, kto się boi wielkiego złego wilka, kto boi się żyć prawdziwym życiem, bez żadnych iluzji. I w końcu zrozumiałem, że to pytanie to typowy intelektualny żart i jako taki świetnie się nadaje na tytuł.

– Edward Albee –

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.